przez Michał » piątek, 20 kwietnia 2012, 08:27
Oglądałem wczoraj mecz Atletico-Valencia i o ile na początku wydawało mi się, że będzie to spotkanie wyrównane, wcale tak nie było. Od początku na boisku dominował tylko jeden zespół - Atletico. Valencia po prostu nie istniała na boisku. Przed meczem mówiło się, że będzie to pojedynek również dwóch bezwzględnych snajperów: Radamela Falcao i Roberto Soldado. I choć ten pierwszy wcale nie grał źle, bo jeśli już dostawał jakieś piłki, to zaciekle o nie walczył i wygrywał pojedynki z obrońcami Nietoperzów. Jednak przy dwóch golach El Tigre (drugi był przedniej urody) wszystkie jego dokonania gasły. Były Smok rozegrał za to wspaniałe zawody. Pierwszego gola strzelił otrzymując sytuacyjną piłkę, po błędzie jednego z obrońców. Skierował ją o 70 stopni głową i zdobył pierwszą bramkę. Ten gol, przypomniał mi jego bramki w FC Porto, w wielu meczach strzelał bramki, mocno odchylając głowę. Drugi gol padł po jego akcji, kiedy to po kontrze otrzymał piłkę na skraju pola karnego i schodząc do środka, uderzył mocno i celnie, a piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Całe Atletico zagrało dobrze i pechowo straciło bramki po rzutach rożnych w doliczonych czasach gry. Jeśli jednak zagrają tak w Walencji, są kandydatem nie tyko do finału, ale do zdobycia pucharu LE, a Falcao może obronić koronę króla strzelców, wystarczy mu jeden gol i będzie samodzielnym królem strzelców, wyprzedzając Klassa Jana Huntelaara.